Obiecałem tekścik o brytyjskim kinie kryminalno-sensacyjnym i obietnicę spełniam. Wybrałem pięć moich ulubionych przedstawicieli gatunku. Twardzi gangsterzy, jeszcze twardsi gliniarze, brudne ulice, interesy o podobnie niskim stanie higieny, mżawka i five o'clock tea - w tych filmach znajdziecie to wszystko. Gwoli ścisłości, zabraknie tu sztandarowych dzieł imć Guya Ritchie'go. Dzieją się w półświatku, ale to przede wszystkim komedie, a tu będzie mowa o gościach, którym nie do śmiechu, gdy mierzą do ciebie z naładowanego Webleya albo rzucają cię na maskę służbowej Granady 2000.
![]() |
"We're the Sweeney! Get your trousers on! You're nicked!" Foto: craveonline.com |
5. The Sweeney (2012)

Najpierw był serial telewizji Thames z lat 70., z którego szybko wypączkowały dwa filmy kinowe. Od czasu premiery telewizyjne przygody detektywów Regana i Cartera z londyńskiej lotnej brygady policji (w slangu cockney zwanej The Sweeney Todd) obrosły na Wyspach Brytyjskich olbrzymim kultem. Po latach temat wziął na warsztat Nick Love (gość od Football Factory) i postanowił przerobić na modłę współczesnego kina sensacyjnego. Jeżeli jednak spodziewacie się po hollywoodzku przesadzonych wybuchów w slo-mo, strzelanin podrasowanych dzięki CGI i czerstwych onelinerów, to zapomnijcie - tu ich nie ma. Nick Love podszedł do pierwowzoru z nabożnym szacunkiem. Owszem, w The Sweeney nie zabrakło efektownych scen (akcja na Trafalgar Square i finałowy pościg; tak badguys tradycyjnie wieją bordowym Jaguarem), ale całość jest bardzo kameralna i zachowuje szorstką atmosferę oryginału, mimo że Londyn fotografowany jest wyjątkowo malowniczo, a powinien być raczej ponury jak podczas "Zimy niezadowolenia". Jeśli jeszcze was nie przekonałem, to może zrobi to Ray Winstone, który urodził się do grania takich postaci jak Detective Inspector Jack Regan. Gdyby jeszcze kompozytor Lorne Balfe nie przerobił motywu muzycznego na dubstepową modłę, byłoby idealnie.
4. The Hit (1984)
Willie Parker był gangsterem. Willie Parker wsypał kolegów. Koledzy Williego Parkera nie zapomnieli o tym, co zrobił. Willie Parker musi umrzeć. Trzech mężczyzn, jedna kobieta, samochód i długa podróż do celu, która dla Williego ma być ostatnią drogą. Czy Willie (Terence Stamp) ucieknie mordercom (John Hurt i - kapitalnie debiutujący tutaj - Tim "Pumpkin" Roth)? Czy londyńskich killerów nie ogarną wątpliwości? Proste zlecenie szybko zacznie się komplikować. Atmosfera tego filmu jest niesamowicie gęsta i ponura, mimo tego, że akcja rozgrywa się w słonecznej Hiszpanii. Klasyk gatunku i jeden z najlepszych filmów dorobku Stephena Frearsa.
3. Gangster No. 1 (2000)
Chyba najmniej znany film z listy. Trafiłem nań przypadkiem. Historia kariery gościa, który z roli szeregowego członka gangu szybko pnie się ku elicie półświatka. Chłopcy z ferajny made in UK? Nie. Po pierwsze, nie mamy tu do czynienia z opowieścią opartą na faktach (to ekranizacja powieści). Po drugie Hanka Hilla można było polubić, zaś tytułowy bohater filmu McGuigana od początku budzi w widzu wstręt i przerażenie - to socjopata, który nie cofnie się przed niczym, aby przejąć kierowanie gangiem od Freddiego Maysa (David Thewlis). Czy "gangstera numer jeden" kręci łamanie prawa jako takie? Nie. Jego kręci życie, które wiedzie Freddie Mays. On też chce takiego życia, a raczej chce być dokładnie jak Freddie Mays. Plus budzący grozę Paul Bettany w roli głównej.
2. Get Carter (1971)
Gdy myślisz "brytyjski film gangsterski" przed oczyma staje ci pewien kadr z tego właśnie filmu Mike'a Hodgesa. Sir Michael Caine, ubrany w idealnie skrojony garnitur, trzyma w garści dwururkę. Jego wyraz twarzy mówi wyraźnie: shit just got bloody serious, mate! Zanim Sir Michael zaczął być kojarzony z drugim planem u Christophera Nolana, był nie tylko ikoną brytyjskiego kina lat 60. i 70., ale w dodatku zagrał prawdziwego badassa (powtórka w Harry'm Brownie, nie wyszła już tak dobrze, niestety). Fabuła Get Carter jest prościutka - gangster z Londynu jedzie do Newcastle (na szczęście nie spotka tam nikogo z Geordie Shore) na pogrzeb brata. Wie, że ktoś pomógł mu przenieść się na tamten świat. To bardzo niegrzeczne ze strony owego kogoś, więc mister Carter da mu lekcję dobrych manier przy pomocy rzeczonej dwururki. Oglądając wiemy, że Carterowi powiedzie się rozwiązanie tej specyficznej sprawy rodzinnej. W tym filmie bowiem nie o intrygę chodzi, ale o towarzyszące bohaterowi (i udzielające się widzowi) dojmujące uczucie, że do Londynu już nie wróci. Godzi się z tym. Wie, że nie jest świętoszkiem, taką ma robotę. Kiedyś trzeba umrzeć. A rodzina to rzecz święta. Nakręcony w 2000 roku USAński remake ze Sly'em Stallone to zupełny gwałt na tym filmie i chyba sporo zer musiało być na czeku, skoro pojawił się w nim sir Michael.
1. The Long Good Friday (1980)
Harold Shand trzęsie londyńskimi gangami, ale chciałby wejść w legalne biznesy. Jest okazja, bo gabinet Żelaznej Damy będzie rewitalizował Docklands. Żeby zarobić, trzeba zainwestować, więc Harold zaprasza ludzi nowojorskiej mafii nad Tamizę - może sypną groszem? Śmierć jednego z najbliższych współpracowników i bomba w Rolls-Royce'ie to oczywiste znaki, że w ten Wielki Piątek nic nie będzie szło zgodnie z planem. Bob Hoskins jest niesamowity jako Harold Shand - najpierw opanowany (wszak pozuje na biznesmena), próbuje rozwiązać problemy bez uciekania się do przemocy. Z biegiem czasu gangsterska natura bierze górę, czego szczytem jest napad szału podczas sekwencji w rzeźni. Niski, łysiejący Hoskins jest wtedy jak wulkan brutalnej energii. Świetne są wszystkie sceny, gdy cockneyem wrzeszczy i klnie na czym świat stoi. Najbardziej jednak lubię finałowe ujęcie jego twarzy. Harold zdaje sobie wtedy sprawę, że zadarł z ludźmi zbyt potężnymi. Że tu nie o biznes chodzi. Że przegrał. Złość momentalnie przechodzi w rezygnację. Uwielbiam ten film. Ciekawostka: kto wypatrzy na ekranie młodego Pierce'a Brosnana?





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz