Odwiedzając markety elektroniczne w pierwszej kolejności zawsze kieruję się do koszyków z tanimi DVD. Gdzieś na dnie, między jedną polską komedią romantyczną, a akcyjniakiem z podstarzałym Dolphem Lundgrenem, zawsze kryje się jakaś perełka. Ostatnio do mojej filmoteki trafiły dwa takie "koszykowe skarby". Dziś kilka słów o dziele wyjątkowym. Doomsday Neilla Marshalla nie jest tylko rozrywką na niezłym poziomie. To przede wszystkim list miłosny do kina popularnego lat 80. ubiegłego wieku. Zapraszam na Mad Maxa w oparach szkockiej whisky.
![]() |
| Foto: Rogue Pictures
(Uwaga: do kontynuowania lektury posta niezbędne jest stworzenie odpowiedniej atmosfery. Niezwłocznie włącz utwór poniżej)
|
![]() |
| Foto: Rogue Pictures |
Na pierwszy rzut oka w filmie Marshalla nie ma kompletnie nic oryginalnego. Drugi rzut oka tylko to potwierdza. Scenariusz to koktajl zmieszany z gatunkowych klisz. Reżyser czerpie przy tym od zasłużonych klasyków. Wyludniona Szkocja otoczona murem to oczywiste nawiązanie do Ucieczki z Nowego Jorku Johna Carpentera. Zresztą główna bohaterka, grana przez Rhonę Mitrę (w modellingowej fazie swojej kariery wcielała się w Larę Croft), to taka żeńska wersja Snake'a Plisskena. Na wpół zdziczali bandyci o kaprawych twarzach, odziani w ćwiekowane skórzane kurtki pojawiają się z kolei w co drugim filmie o świecie "the day after". Finałowy pościg wiejskimi drogami (Szkocję udawała RPA) to tak wyraźny hołd dla Mad Max II: The Road Warrior, że podczas seansu złapałem się na tym, że czekam na cameo Mela Gibsona (nie ma go, rzecz jasna). Kolejna ingrediencja: będący punktem wyjścia dla opowiadanej historii wątek zabójczego wirusa, przerabiany na ekranie i w literaturze setki razy. To jednak nadal nie wszystkie źródła, z których czerpał Marshall. Mamy tu jeszcze przecież Boba Hoskinsa, jako zaciągającego cockneyem londyńskiego glinę, czym reżyser kłania się w pas tradycji brytyjskiego kina z lat 70. (taka mała dygresja: kino gangsterskie made in UK na pewno pojawi się na łamach tego bloga). A jako wisienka na torcie ostatnia inspiracja: Excalibur Johna Boormana. Coś nie bardzo pasuje do postapocalyptic fiction? Błąd. Pasuje jak ulał, ale nie będę rzucał spoilerami.
Mieszanka wybuchowa, ale na ekranie działa idealnie! Geniusz dzieła Marshalla zasadza się na tym, że elementy składowe z innych filmów są tutaj podane w idealnych proporcjach, ale z dużą dawką reżyserskiej swobody. Marshall nie jest kucharzem, który ściśle trzyma się przepisu. W trakcie gotowania sporo dodaje od siebie, eksperymentuje i osiąga pioruńsko dobry efekt. Bezbłędnie wychodzi mu połączenie pomysłów fabularnych sprzed 30 lat ze współczesnymi środkami wyrazu. Zwłaszcza dwie sekwencje (wielka uczta u bandytów w Glasgow i wspomniany pościg w finale) są zrealizowane na bardzo wysokim poziomie (i idealnie udźwiękowione ejtisowymi przebojami Frankie Goes To Hollywood i Siouxsie And The Banshees).
Osobny akapit należy się aktorom. O ile Bob Hoskins jest jednym z tych angielskich aktorów, którego występy nigdy nie schodzą poniżej pewnego poziomu (tutaj jest podobnie), to największe laury wędrują do Craiga Conwaya - jego występ na nowo definiuje określenie "kompletny świrus".
Czy Doomsday ma wady? No pewnie! Przede wszystkim Rhona Mitra jest bardzo przeciętną aktorką i wyraźnie odstaje na tle reszty obsady (zwłaszcza w scenach, gdzie ma do zagrania coś więcej, niż bycie twardą babką), a dostała przecież główną rolę i dźwiga na swoich barkach cały film. Na szczęście nadrabia ekranową charyzmą (ten głos), której odmówić jej nie sposób. Chwilami na ekranie widać braki w budżecie, no i zabrakło też choćby odrobiny humoru - Doomsday jest zbyt sieriozny i aż prosi się o comic relief. Lekko ckliwego finału też nie kupuję.
Film Marshalla zrobił klapę finansową i zjechali go profesjonalni krytycy. Doskonale wiem dlaczego i rozumiem to. Doomsday jest obrazem dla specyficznego kręgu odbiorców - ludzi rozkochanych w s-f z lat 80., w postapo i bezpretensjonalnym kinie akcji. Dla osób kochających takie klimaty Doomsday ma zadatki na status dzieła kultowego, a dla mnie osobiście kultowy już jest i to absolutnie.
Tytuł oryginalny: Doomsday
Kraj: Zjednoczone Królestwo
Rok: 2008
Reżyser: Neill Marshall
Występują: Rhona Mitra, Bob Hoskins, Malcolm McDowell, Craig Conway, MyAnna Buring, David O'Hara
O co chodzi?: Wirus o nazwie Żniwiarz dziesiątkuje mieszkańców Szkocji. Brytyjski rząd odcina kraj od reszty Wysp. Po latach choroba atakuje w Londynie. Oddział specjalny zostaje wysłany do wyludnionego Glasgow w celu znalezienia naukowca, który rzekomo opracował lekarstwo.
![]() |
| Foto: Rogue Pictures
(hmm... ten screen to chyba spoiler, a miało być bez...Oh, well)
|



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz