sobota, 26 kwietnia 2014

Na szybko: Chewie żyje, czyli koniec starwarsowego Expanded Universe jaki znamy

Właśnie patrzę na swój regał i zdaję sobie sprawę, że dwie półki, na których zalegają powieści, komiksy i gry Star Wars stały się oficjalnie niekanoniczne lub - jak chcą włodarze Lucasfilmu i Disneya - stały się "Legendami". Wczoraj oficjalnie ogłoszono koniec istnienia gwiezdnowojennego Expanded Universe w postaci, która rozwijała się od ponad 30 lat. EU zastąpi całkiem nowy kanon, którego rdzeniem będą filmowe epizody I-VI, realizowana właśnie Trylogia Sequeli oraz seriale animowane The Clone Wars i Rebels. Jedynie książki i komiksy powstałe po ogłoszeniu zmian, skonsultowane przez ekipę "od kanonu" będą mogły do tegoż kanonu wejść. Co może o tej sytuacji sądzić fan, który EU z chęcią poznawał, lubił i szanował, ale i tak traktował wybiórczo? Taki fan jak, nie przymierzając, ja.

Umarłem, aby żyć

Decyzja (która nie jest żadną niespodzianką, od czasu gdy ogłoszono, że akcja EVII będzie się dziać 30 lat po Powrocie Jedi i będzie niepowiązana z EU) o skasowaniu starego Expanded Universe i zastąpieniu go nowym jest na pewno słuszna z punktu widzenia biznesowego. Linia czasu uniwersum zostanie wyczyszczona i będzie można zapełnić je nowymi pozycjami, które trafią na chłonny rynek. Chłonny, bowiem nie będą one kierowane do starych fanów, tylko do grupy nowych, których mają przyciągnąć EVII-IX i "zahajpować" planowane filmowe spin-offy. Tacy fani zaczną od zera (tzn. ze znajomością istniejących filmów i TCW), a im łatwiej dać czystą kartę niż wrzucać ich w gąszcz wydarzeń opisanych w dziesiątkach powieści i komiksów. Niemożność odnalezienia się w starym EU mogłaby bowiem zniechęcić ich do sięgnięcia po portfele, a tego LFL/Disney chcą uniknąć. Jeśli franszyza Star Wars ma dalej istnieć, musi się sprzedawać. Proste.

A fani z wieloletnim stażem? Tacy, którzy dorastali z EU? Pewnie część z nich musi poczuć się rozgoryczona ("Tyle kasy wydałem na to wszystko! Tyle godzin spędziłem na dyskusjach o originie Mary Jade! A teraz co? Fanfic? Hańba!"). I doskonale rozumiem owo rozgoryczenie, bo mają święte prawo poczuć się oszukani, że coś, czemu poświęcali wolny czas i swoje pieniądze jest teraz tylko historią alternatywną. To ludzka reakcja. Tyle tylko, że trzeba się zastanowić, czy jest o co kruszyć kopie. Bo po pierwsze: nikt nie zabrania im wciąż wracać do tych pozycji. Przecież ja rytualnie nie spalę tych wszystkich pozycji książkowych i growych tylko dlatego, że nie są kanonem, prawda? A po drugie, chyba nie ma na świecie fana SW, który łykałby w całości wszystko, co ma napis "Star Wars" na okładce. Expanded Universe był  - niestety - pełen mniej lub bardziej średnio udanych postaci, wydarzeń czy wątków przyczynowo-skutkowych. W popkulturze uchodził ze wzór zwartego uniwersum, chociaż i tak zdarzały niekonsekwencje, a retcony były na porządku dziennym. Przede wszystkim jednak EU było już chyba zbyt napuchnięte. Sam wybierałem sobie z niego, to co uważałem za ciekawe i sensowne. Zresztą do dziś nie mam w kolekcji płyt z odcinkami TCW, bowiem (chociaż uznaję ich kanoniczność) poziom tego serialu leciał na łeb na szyję tak bardzo, że nawet nie dokończyłem piątego sezonu (może kiedyś nadrobię wraz z szóstym).

EU było mniej więcej zwarte, ale - jak pisałem - nierówne. Nowy kanon może podziałać jedynie odświeżająco. Wraz z EU odejdzie wiele słabych pomysłów (chociażby Starkiller jako duchowy ojciec Rebelii - The Force Unleashed to było fajna gra, ale nijakie Gwiezdne Wojny) i dobrze. Oczywiście ich odejście w niebyt pociągnie za sobą pomysły fajne i udane, ale chyba jest to cena, którą można zapłacić. A tym bardziej, jeśli to cena za kolejne filmowe Star Wars, a przecież w tym uniwersum zawsze o filmy chodziło przede wszystkim. Bo powiązanie nowych epizodów z EU to marzenie piękne (chętnie zobaczyłbym Thrawna w kreacji Gary'ego Oldmana, a jakże), ale niestety marzenie ściętej głowy, o czym wszyscy tak naprawdę wiedzieli od początku.

Lament za EU może być jednak przedwczesny. Expanded Universe odejdzie w formie jaką znamy, ale być może nie umrze całkowicie. Twórcy NEU (New Expanded Universe - z braku laku to chyba na razie najlepsze określenie) mogą czerpać ze skasowanego uniwersum ile zechcą. Więc nie sądzę, że takie postaci jak Mara Jade, Thrawn, czy dzieci Solo czeka anihilacja, może najwyżej nowy background. Ponadto jedna z właśnie zapowiedzianych książek w ramach NEU będzie autorstwa Jamesa Luceno, weterana gwiezdnowojennych powieści, więc nie wierzę, że nie przemyci doń swoich wcześniejszych pomysłów. Na razie więc mowa (ale to wciąż jeno komunikaty prasowe) o całkowitej śmierci EU, ale może nie do końca. Jak zwykle pokaże czas.

Myślę też, że starzy wyjadacze i tak sięgną po część nowych pozycji. Z ciekawości lub zachęceni pozytywnymi opiniami. Mnie zapowiedź Tarkina pióra Luceno zaintrygowała.

Jedyne, co w tej sprawie nie do końca mi styka, to dalszy rynkowy byt wszystkich pozycji otagowanych "Legends" na okładkach. Będą bowiem nadal wznawiane i sprzedawane, czyli Lucasfilm i Disney wciąż będą nań zarabiać, mimo iż oficjalnie będą niekanoniczne. Biznesowo w porządku, ale czy do końca uczciwe? Nie, bo może wprowadzać niektórych odbiorców w błąd co jest czym ("Legendy" to bardzo niedookreślony termin: legendy w sensie fabularnym, czy w sensie "słynne, klasyczne pozycje"), chyba, że całe dawne EU zostanie ogłoszone po prostu alternatywnym uniwersum, jak to ma miejsce w komiksach. Na ten temat nie ma jeszcze jednak żadnych wieści. 

Można się również zżymać na fakt, że taki reboot - nie reboot (bo core material zostaje bez zmian), który tu mamy, to nieco pójście na łatwiznę, bo wygodniej ciąć, niż dostosowywać i oddzielać ziarna od plew. Ale znów warto się zastanowić, czy to gra warta świeczki, czy ogrom świata SW nie przerósł nawet samego "strażnika Holocronu", Lelanda Chee.

Podsumowanie? Wygląda na to, że na półkach nie mam fanfiction, tylko mój własny, osobisty kanon, z którego już wcześniej wywaliłem to, co mi nie odpowiadało (vide Nowa Era Jedi), a do którego dodam z nowego, oficjalnego to, co zechcę (czyli filmy i może inne pozycje). W moim odczuciu Trylogia Thrawna zawsze będzie kanoniczna, a np. TFU II nigdy nie było. Teraz mój kanon stanie się więc jeszcze bardziej osobisty, niż przedtem. Wydaje mi się, że takie podejście jest najbardziej właściwe z punktu widzenia fanowskiego zdrowia psychicznego. 

Swoją drogą fajny byłby t-shirt z napisem w stylu: "Przeżyłem śmierć EU i narodziny nowego kanonu, a jedyne co dostałem to ta koszulka".

Na koniec będzie jednak sentymentalnie, bo jednak trochę smutno... Ale żeby nie popadać w melancholię lepiej cieszmy się, bo wygląda na to, że Chewbacca żyje:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz