Nieco spóźnione Odrzuty, ale cóż począć na to, że dopadło mnie długoweekendowe rozleniwienie. Oczywiście najważniejszy temat ostatnich dni wiąże się ze zdjęciem widocznym poniżej, a które to pewnie widzieliście w każdym chyba serwisie internetowym. To cut a long story short: obsada do siódmego epizodu Star Wars ogłoszona, a ja jaram się jak kowakiańska małpojaszczurka na haju po najlepszym błyszczostymie z Kessel! Nawet nie będę próbował się bawić w odgadywanie w kogo może wcielać się nowa obsada, jak J.J. Abrams i Lawrence Kasdan pociągną dalsze losy Wielkiej Trójki i ile z materiałów z niekanonicznego już Expanded Universe... ups... z Legends przedostanie się do filmu. Szkoda czasu po prostu, a i tak przewidywania fanów pewno się nie sprawdzą. Wolę z wypiekami na twarzy czekać na każdy najdrobniejszy przeciek i rozmazane zdjęcia z planu. Emocje jak ponad dziesięć lat temu! Dobra, już się uspokajam. Chociaż do premiery jeszcze ponad 1,5 roku to jestem dziwnie spokojny o jakość EVII. A tymczasem już na jesieni ruszają animowani Rebels.
![]() |
| The Force is strong with this photo! |
Podczas jednej z promocji nabyłem cyfrową wersję kultowego Return to Castle Wolfenstein za jakieś śmieszne 8 złotych polskich. To już 13 lat od premiery. 13 lat! W gamingowej branży to niemal eony. Pamiętam jak przy okazji premiery skala pojedynku między RtCW a Medal of Honor: Allied Assault była podobna, jak współcześnie, gdy wychodzą kolejne części Call of Duty i Battlefielda. W perypetie B.J. Blazkowicza, który usiłował powstrzymać hitlerowską Operację Zmartwychwstanie zagrywałem się ponad dekadę temu bez opamiętania. Ostatni raz odpaliłem RtCW kilka lat temu, a potem wcięło nośnik. Wersja cyfrowa prawie za darmoszkę to był doskonały pretekst, żeby powrócić do Zamku Wolfenstein w ramach oczekiwania na premierę retrofuturystycznego sequela Wolfenstein: The New Order, który wychodzi pod koniec maja. Zainstalowałem, uruchomiłem, podkręciłem grafikę na maksa i... crash. Niestety, wersja jest przystosowana do uruchamiania na Win 7/8, ale wyższych rozdzielczości współczesnych komputerów nie jest w stanie przetrawić. Ewidentnie widać, że engine Quake III to już sędziwy staruszek (który w kilku momentach nadal daje radę). Graficznie więc to już prehistoria, ale znów pora na komunał: nie tylko strona wizualna się liczy. Po tylu latach ta gra wciąż przykuwa do ekranu. Wiele rozwiązań z mechaniki rozgrywki już zniknęło ze współczesnych shooterów, inne twórczo rozwinięto tak, że nie przypominają już pierwowzorów z początku XXI wieku, tymczasem w RtCW wciąż strzela się z taką samą frajdą, co w dniu premiery. Ta gra zestarzała się z wielką godnością. Co więcej, teraz znacznie bardziej ją doceniłem. Wcześniej przeszkadzał mi fabularny miks II wojny światowej z okultystyczną-zombiacką otoczką. Teraz przyznaję, że twórcy mistrzowsko operują w tej grze klimatem opowieści, co nie wyszło niestety w kontynuacji z 2009 roku (która, pominąwszy wspomniany brak mrocznej atmosfery i ogólną zbytnią pastelowość, jest bardzo udanym FPS-em, nawiasem mówiąc).
Ponadto Return to Castle Wolfenstein na fenomenalny soundtrack. Wcześniej wydawał mi się za mało bombastyczny. Niby są werble i kotły, ale to nie ten sam poziom muzycznego patosu, jaki występował u Giacchino w MoH:AA, powtarzałem sobie. A tu proszę, człowiekowi kilka wiosen przybyło i już widzi, że nie do końca miał racje. Zresztą wystarczy posłuchać mojego ulubionego kawałka, czy fragmentu z misji na lotnisku. Miażdży.
Ostatnio pykam sobie również w Need for Speed: Rivals, które wygrałem w pewnym konkursie. Lubię od czasu do czasu zasiąść do samochodówki, ale z serią NfS rozstałem się dość dawno, bo przy okazji pierwszego Underground. Rivals to dobra okazja, by ponownie zaznajomić się z (z zaliczająca wzloty i częstsze upadki, jak wnioskuję z recenzji ostatnich odsłon) słynną serią, zwłaszcza, że tytuł kładzie nacisk na policyjne pościgi, a to kochałem w moich dwu ulubionych częściach cyklu Hot Pursuit (wychowałem się na tym) i Hot Pursuit 2. Wszystko byłoby w porządku: engine Frostbite 3 czyni NfS:R porywającym wizualnie, park maszyn jest zacny (zwłaszcza wozy tajniaków robią wrażenie, bo wyglądają iście badassowo), tempo rozgrywki jest szybkie, gra jest płynna (chociaż wszyscy narzekają na 30 FPS, to ja się nie skarżę). Generalnie całkiem odprężające jeździdło z otwartym światem, ale...
No, właśnie będzie tych "ale" kilka. Na początek: ni cholery nie mam pojęcia, dlaczego przy szybkiej jeździe (ponad 300 km/h) gra lubi się po prostu zaciąć, mimo że sprzęt z nawiązką spełnia wymagania. W EA też nie wiedzą. Babol techniczny nie wkurza mnie jednak tak mocno, jak coś innego. Rivals to kolejna gra z gamy always online, czyli nawet jak gram w pościg z AI, to może mi np. pomóc żywy gracz z Trynidadu i Tobago, który w tym czasie też postanowił sobie pograć (w czasie jednej sesji na mapie gra 6 ludzików wliczając "mła"). Hybryda między singlem a multi. W teorii brzmi super. A praktyka sobie. I tak: na mapie zdarzają się klatkujące wozy mknące z prędkością nadświetlną, bo możliwe, że tamci gracze mają swoje gry sztucznie podkręcone do 60 FPS (o ile tak może się to przejawiać, nie wiem, nie znam się, tak podejrzewam). Poza tym w ciągu tych kilkunastu dni grania nie trafiłem ani razu na człowieka, który nie zachowywałby się jak burak, rozbijając się gdzie popadnie i utrudniając mi normalną grę (może mam pecha, nie wiem). Oczywiście przerywanie gry z uwagi na migrację hosta to normalka, że o masie społecznościowego syfu na ekranie nie wspomnę. Jasne, można włączyć profil prywatny i pożegnać te wszystkie AllDrive'y, OverWatche i inne cuda-wianki i mieć święty spokój (dobrze chociaż, że jest taka opcja). Tyle tylko, że to zmuszanie mnie do korzystania z niepełnych możliwości, jakie daje tytuł, bo komuś nie chciało się a) lepiej ich przemyśleć, b) zadbać o wydajność serwerów, c) monitorować zachowania graczy podczas rozgrywki. Nie akceptuję tego. Zbierając to wszystko do kupy: to naprawdę przyzwoita ścigałka, ale przez te wszystkie problemy żałowałbym pieniędzy wydanych na jej zakup. Ale skoro to nagroda, to mogę ponarzekać za frajer:)
Przybyło:
Thor: Mroczny Świat, DVD (nagroda, czyżby przyczynek do włączenia do domowej filmoteki całego MCU, z którego na razie mam jeno Avengers?);
Return to Castle Wolfenstein, PC (digital);
Return to Castle Wolfenstein, PC (digital);
Need for Speed: Rivals, PC (digital, nagroda);
Red Orchestra 2: Heroes of Stalingrad, PC (digital, darmowym promocjom mówię zdecydowane "tak"!)
Anomaly: Warzone Earth, PC (digital, jw.)
James Luceno, Maska kłamstw;
M. Reaves, M.K. Bonhoff, Ostatni Jedi (jeśli kupować polskie książki SW to tylko w tanich księgarniach, oszczędność rzędu nawet 80%!)
WKKM #36 - Wolverine: Origin
WKKM #37 - Fantastyczna Czwórka: Niemożliwe

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz